
Złość jest powszechnie uznawana za emocję negatywną i społecznie nieakceptowaną. Kiedy więc nas dotyka, rzadko chcemy się do niej przyznać – zarówno przed innymi, jak i przed samymi sobą. Zamiast tego instynktownie szukamy sposobów na jej zamaskowanie. Tworzymy efektowną fasadę, nakładamy maski i udajemy, że pod spodem znajduje się ktoś całkowicie spokojny.
Niestety, tłumione emocje nie znikają. One tylko zmieniają formę, po cichu niszcząc nasze zdrowie i relacje. Jeśli chcemy żyć w pełni wolności, musimy zrzucić te zasłony, stanąć twarzą w twarz z własnym sercem i dowiedzieć się, jak realnie jak radzić sobie z gniewem zamiast udawać, że go nie ma.
Maski, które najchętniej zakładamy
W swojej książce Joyce Meyer demaskuje mechanizmy obronne, po które najczęściej sięgamy, gdy w naszym sercu gości nieprzebaczenie:
1. Maska oziębłości i pozorna uprzejmość
To stan, w którym ucinamy wszelką serdeczność i stajemy się emocjonalnie lodowaci wobec osoby, która nas uraziła. Wykonujemy wobec niej swoje obowiązki – mechanicznie i z poczucia odpowiedzialności – ale ostentacyjnie odmawiamy jakiejkolwiek bliskości. Na pytanie: „Czy coś się stało?”, odpowiadamy automatycznym: „Nie, wszystko w porządku”. Taki chłód bywa bardziej raniący niż otwarta kłótnia.
2. Ciche dni i trzymanie na dystans
Gdy dopada nas wściekłość, zamykamy się we własnej skorupie. Odmawiamy normalnej rozmowy, odpowiadamy półgębkiem, chrząkamy lub mruczymy pod nosem. Czasami manifestujemy swój gniew fizycznym unikaniem kontaktu – uciekaniem z pokoju, a nawet ostentacyjnym odsuwaniem się na drugi koniec łóżka.
Udawanie, że wszystko jest w porządku, podczas gdy w środku aż kipi ze złości, to ślepa uliczka. Dużo dojrzalszym rozwiązaniem jest szczere wyznanie: „Jestem zły, potrzebuję chwili czasu na wyciszenie emocji”.
Gdy Biblia staje się bronią, czyli manipulacja Słowem
Niezwykle subtelną i niebezpieczną maską jest wykorzystywanie Pisma Świętego do dawania upustu własnej złości. Powołując się na nakaz „mówienia prawdy w miłości” (Ef 4,15), potrafimy podejść do kogoś tylko po to, by go skrytykować i „ubrać” swoje rozgoryczenie w religijne piórka.
Jeśli ktoś zranił nasze uczucia, nie oznacza to, że mamy natychmiast doprowadzać do konfrontacji. Czasem wolą Boga jest po prostu puszczenie doznanej krzywdy w niepamięć, bez obnoszenia się ze swoim bólem i bez teatralnego manifestowania wielkodusznego wybaczenia. Aby to zrobić, musimy najpierw dobrze zrozumieć wewnętrzne przyczyny złości i gniewu.
Worek gwoździ – słowa, które zostawiają blizny
Istnieje mądra przypowieść o wybuchowym chłopcu, któremu ojciec kazał wbijać gwóźdź w płot za każdym razem, gdy straci panowanie nad sobą. Gdy chłopak w końcu nauczył się kontrolować emocje, ojciec polecił mu wyciągać jeden gwóźdź za każdy dzień spokoju. Kiedy płot stał się pusty, ojciec rzekł: „Spójrz na te dziury. Płot nigdy nie będzie już taki sam. Słowa wypowiedziane w złości zostawiają w sercach ludzi dokładnie takie same blizny”.
Długotrwałe ukrywanie złości i gniewu prowadzi do potężnego stresu, który dewastuje ludzki organizm. Przewlekłe bóle głowy, wysokie ciśnienie, choroby serca, wrzody żołądka czy osłabienie odporności – to bardzo częste, fizyczne skutki noszenia w sobie nieprzebaczenia.
Droga od głębokiej traumy do całkowitej odnowy
W tym rozdziale Joyce Meyer decyduje się na niezwykle poruszające i osobiste wyznanie. Przez lata była ofiarą brutalnego wykorzystywania seksualnego ze strony własnego ojca. Gdy opuściła dom w wieku 18 lat, próbowała uciec od wspomnień, spychając potworny ból głęboko do wnętrza duszy. Żyła w ukrytej nienawiści, która infekowała każdą kolejną relację i nie pozwalała jej zbudować zdrowego związku.
Dopiero gdy otworzyła się na działanie Ducha Świętego, pojęła, że Bóg nie żąda od niej wybaczenia po to, by usprawiedliwić kata. Bóg chciał tego ze względu na nią. Przebaczenie ojcu było jedyną drogą, by uratować jej własne życie przed totalnym zniszczeniem przez gorycz.
Zrzucisz maskę i zacznij żyć na nowo
Bóg zaplanował dla Ciebie życie pełne pokoju, a nie ciągłego, wewnętrznego napięcia. Przyznanie przed samym sobą: „Tak, noszę w sobie złość” to pierwszy, odważny krok do uzdrowienia. Nie pozwól, aby tłumiony żal odebrał Ci radość życia. Jeśli chcesz dowiedzieć się, jak z Bożą pomocą przejść drogę od zranienia do pełnej wolności, sięgnij po poradnik Wyświadcz sobie przysługę… przebacz. Zachęcamy Cię do lektury z otwartym sercem!
Nie każda złość wybucha krzykiem. Czasem zamienia się w ciszę, dystans i emocjonalne zamknięcie, które powoli odbiera pokój serca. Tłumiony gniew nie znika — szuka ujścia i często niszczy relacje od środka.
Zobacz także:
Pomóż mi, doznaję krzywdy! Jak postępować z agresją i nie dać się unieszczęśliwić?
Na kogo jesteś zły? Gdy gniew uderza w Ciebie lub w samego Boga