Poranny wschód słońca nad spokojnym jeziorem symbolizujący Bożą miłość i nadzieję.
Boża miłość nie zależy od naszych osiągnięć. Warto odkryć, co naprawdę mówi Biblia.

Są pytania, których nie zadajemy głośno

Nie wszystkie pytania brzmią tak samo.

Jedne wypowiadamy bez wahania.

„Dlaczego cierpię?”

„Dlaczego Bóg na to pozwolił?”

„Co mam zrobić ze swoim życiem?”

Ale są też takie, których niemal nigdy nie mówimy na głos. Chowamy je głęboko, bo wydają się zbyt osobiste, zbyt bolesne albo zbyt wstydliwe.

Jednym z nich jest pytanie:

„Czy Bóg naprawdę mnie kocha?”

Nie: „Czy Bóg jest miłością?”

To pytanie jest łatwiejsze. Wielu ludzi odpowie na nie twierdząco. Nawet ci, którzy rzadko sięgają po Biblię, często powiedzą, że Bóg jest dobry i kochający.

Znacznie trudniejsze jest inne pytanie.

„Czy Bóg kocha właśnie mnie?”

Mnie z moją historią.

Z moimi porażkami.

Z decyzjami, których żałuję.

Z grzechami, o których wie tylko On.

To pytanie pojawia się częściej, niż mogłoby się wydawać.

Nie tylko u ludzi, którzy są daleko od Boga.

Często zmagają się z nim osoby wierzące od wielu lat.

Modlą się.

Czytają Biblię.

Służą innym.

A mimo to gdzieś głęboko w sercu noszą przekonanie, że Boża miłość jest dla wszystkich… tylko nie dla nich.

Jeżeli kiedykolwiek pomyślałeś:

„Może Bóg przebacza innym, ale ja posunąłem się za daleko.”

albo

„Gdyby Bóg naprawdę widział wszystko, nie mógłby mnie kochać.”

to wiedz, że nie jesteś sam.

To jedna z najstarszych walk, jakie toczy ludzkie serce.

Problem nie zaczyna się od Boga

Większość ludzi zakłada, że trudność polega na tym, iż trudno poznać Boga.

Biblia pokazuje jednak coś innego.

Bardzo często problem nie zaczyna się od Boga.

Zaczyna się od obrazu Boga, który nosimy w sobie.

Wyobraź sobie człowieka, który przez całe dzieciństwo słyszał tylko krytykę.

Nigdy nie był wystarczająco dobry.

Każdy błąd był wytykany.

Każdy sukces uznawano za coś oczywistego.

Pochwały zdarzały się rzadko.

Miłość wydawała się zależeć od wyników.

Taka osoba dorasta.

Kończy szkołę.

Zakłada rodzinę.

Zaczyna wierzyć w Boga.

Czy naprawdę łatwo będzie jej uwierzyć, że istnieje Ktoś, kto kocha bez warunków?

Najprawdopodobniej nie.

Nie dlatego, że Bóg kocha mniej.

Dlatego, że człowiek przez całe życie uczył się innego rodzaju miłości.

Miłości, na którą trzeba zasłużyć.

Miłości, którą można stracić.

Miłości zależnej od osiągnięć.

Bardzo łatwo przenieść taki sposób myślenia również na Boga.

Nawet nieświadomie.

Patrzymy na Boga przez okulary własnych doświadczeń

Każdy człowiek nosi niewidzialne okulary.

Nie są zrobione ze szkła.

Powstały z doświadczeń.

Ze wspomnień.

Ze słów, które kiedyś usłyszeliśmy.

Z ran, które nadal bolą.

To właśnie przez nie patrzymy na świat.

I często również na Boga.

Jeżeli ktoś przez lata doświadczał odrzucenia, łatwo uwierzy, że Bóg także go odrzuca.

Jeżeli ktoś żył w ciągłym lęku przed karą, może spodziewać się, że Bóg przede wszystkim szuka okazji do ukarania.

Jeżeli ktoś nigdy nie czuł się wystarczająco dobry, będzie miał ogromny problem z przyjęciem łaski.

Nie dlatego, że nie zna odpowiednich wersetów.

Ale dlatego, że jego serce nauczyło się innego sposobu myślenia.

To dlatego dwie osoby mogą przeczytać ten sam fragment Biblii.

Jedna zobaczy w nim nadzieję.

Druga zobaczy wymagania.

Jedna usłyszy zaproszenie.

Druga usłyszy oskarżenie.

Nie zmienił się tekst.

Zmieniły się okulary.

Historia, która wszystko zmienia

Jezus opowiedział kiedyś historię, którą wielu ludzi zna od dzieciństwa.

Historię syna marnotrawnego.

Młodszy syn zabrał swoją część majątku.

Odszedł.

Roztrwonił wszystko.

Stracił pieniądze.

Przyjaciół.

Godność.

W końcu znalazł się w miejscu, którego wcześniej nawet sobie nie wyobrażał.

Kiedy postanowił wrócić do domu, przygotował przemowę.

Nie liczył już na miłość.

Nie oczekiwał przebaczenia.

Chciał jedynie zostać sługą.

To pokazuje sposób, w jaki myśli wielu ludzi.

„Jeżeli Bóg mnie przyjmie, to najwyżej jako kogoś drugiej kategorii.”

Ale Jezus opowiada tę historię inaczej.

Ojciec nie czeka z założonymi rękami.

Nie urządza przesłuchania.

Nie przypomina wszystkich błędów.

Nie mówi:

„Najpierw udowodnij, że się zmieniłeś.”

Ewangelia mówi coś zaskakującego.

Ojciec wypatruje syna.

Biegnie w jego stronę.

Przytula go, zanim ten kończy przygotowaną przemowę.

Przywraca mu godność.

Zakłada pierścień.

Daje nowe szaty.

Organizuje ucztę.

To nie jest historia tylko o pewnym synu.

To historia o Bogu.

I właśnie dlatego Jezus ją opowiedział.

Bo wiedział, że ludzie znacznie łatwiej uwierzą we własną winę niż w Bożą miłość.

Największym przeciwnikiem łaski jest poczucie, że muszę na nią zasłużyć

W świecie, w którym żyjemy, niemal wszystko zdobywa się wysiłkiem.

Na dobre oceny trzeba zapracować.

Na awans trzeba zapracować.

Na zaufanie trzeba zapracować.

Na sukces trzeba zapracować.

Nic więc dziwnego, że podobnie zaczynamy myśleć o Bogu.

Wydaje nam się, że jeśli będziemy wystarczająco dobrzy, bardziej cierpliwi, bardziej wierni i bardziej święci, wtedy Bóg zacznie nas naprawdę kochać.

Ale Ewangelia odwraca ten sposób myślenia.

Nie mówi:

„Bóg pokochał cię, bo się zmieniłeś.”

Mówi coś znacznie bardziej niezwykłego.

„Bóg zaś okazuje nam swoją miłość przez to, że Chrystus umarł za nas, gdy byliśmy jeszcze grzesznikami.”

Rzymian 5:8

Zwróć uwagę na te słowa.

Jeszcze.

Nie po nawróceniu.

Nie po poprawie.

Nie po uporządkowaniu życia.

Miłość Boga pojawiła się wcześniej.

To nie nagroda za przemianę.

To właśnie ona staje się początkiem przemiany.

I być może właśnie dlatego tak trudno nam w nią uwierzyć.

Bo wszystko, czego nauczył nas świat, mówi:

Najpierw zasłuż.

A Ewangelia mówi:

Najpierw przyjdź.

Czy Bóg naprawdę widzi we mnie coś dobrego?

Jest jeszcze jeden powód, dla którego tak trudno przyjąć Bożą miłość.

Znamy siebie zbyt dobrze.

Wiemy, czego żałujemy.

Pamiętamy słowa, których nigdy nie powinniśmy byli wypowiedzieć.

Pamiętamy decyzje, które zraniły innych.

Nosimy w sobie wspomnienia, o których nie chcemy rozmawiać.

Dlatego kiedy słyszymy, że Bóg nas kocha, gdzieś w środku pojawia się cichy głos:

„Gdyby wiedział o mnie wszystko…”

To zdanie brzmi rozsądnie.

Jest tylko jeden problem.

Bóg naprawdę wie o tobie wszystko.

Wie więcej niż ty sam.

Wie nie tylko, co zrobiłeś.

Wie również, dlaczego to zrobiłeś.

Wie, ile razy walczyłeś z pokusą.

Wie, ile nocy nie mogłeś zasnąć z powodu poczucia winy.

Wie o łzach, których nikt nie widział.

Wie o modlitwach, których nie potrafiłeś dokończyć.

Wie o rozczarowaniu samym sobą.

I mimo tej wiedzy nie odwraca wzroku.

To jest jedna z najbardziej niezwykłych prawd Ewangelii.

My często kochamy ludzi, dopóki nie poznamy całej prawdy.

Bóg zna całą prawdę od początku.

A mimo to wybiera miłość.

Miłość Boga nie jest ślepa

Czasami słyszymy zdanie:

„Bóg kocha cię takim, jakim jesteś.”

To prawda.

Ale łatwo ją źle zrozumieć.

Boża miłość nie oznacza, że grzech przestaje być grzechem.

Nie oznacza, że wszystko, co robimy, jest dobre.

Nie oznacza, że Bogu jest obojętne, jak żyjemy.

Miłość nigdy nie jest obojętna.

Dobry ojciec nie przestaje kochać swojego dziecka, gdy widzi, że zmierza w stronę przepaści.

Właśnie dlatego próbuje je zatrzymać.

Nie dlatego, że kocha mniej.

Dlatego, że kocha bardziej.

Tak samo działa Bóg.

Kiedy Biblia mówi o nawróceniu, nie jest to wezwanie do zdobycia Bożej miłości.

Jest odpowiedzią na miłość, którą już otrzymaliśmy.

To ogromna różnica.

Nie zmieniam się po to, aby Bóg mnie pokochał.

Zmieniam się dlatego, że już zostałem pokochany.

To odwraca całą perspektywę.

Piotr i Judasz – dwie podobne historie, dwa różne zakończenia

W noc przed ukrzyżowaniem Jezusa wydarzyły się dwie tragedie.

Piotr zaparł się swojego Mistrza.

Judasz Go zdradził.

Obaj zawiedli.

Obaj mieli świadomość swojego grzechu.

Obaj płakali.

A jednak ich historie zakończyły się zupełnie inaczej.

Dlaczego?

Nie dlatego, że Piotr popełnił mniejszy grzech.

Nie dlatego, że bardziej zasłużył na przebaczenie.

Różnica polegała na tym, że Piotr pozwolił Jezusowi odnaleźć siebie.

Po zmartwychwstaniu Jezus nie rozpoczął rozmowy od wyrzutów.

Nie zapytał:

– Dlaczego Mnie zawiodłeś?

Nie wyliczał błędów.

Zadał jedno pytanie:

„Czy miłujesz Mnie?”

Dlaczego?

Bo Jezus wiedział, że człowiek naprawdę zmienia się nie wtedy, gdy żyje pod ciężarem potępienia.

Zmienia się wtedy, gdy spotyka miłość większą od swojego grzechu.

To właśnie wydarzyło się w życiu Piotra.

Nie został tylko przebaczony.

Został odbudowany.

A później powierzono mu odpowiedzialność za innych.

Tak działa Boża łaska.

Nie zatrzymuje się na przebaczeniu.

Prowadzi do odnowienia.

Kiedy przestajesz walczyć o Bożą akceptację

Wyobraź sobie dziecko, które każdego dnia próbuje zasłużyć na to, aby rodzice nazwali je swoim dzieckiem.

Codziennie sprząta.

Uczy się.

Pomaga.

A wieczorem z lękiem pyta:

– Czy dzisiaj już jestem waszym synem?

Brzmi absurdalnie.

Bo przecież dziecko nie pracuje na swoją tożsamość.

Ono z niej wyrasta.

Tak samo jest z nami.

Wielu chrześcijan żyje tak, jakby każdego dnia musieli udowadniać Bogu, że zasługują na miejsce w Jego rodzinie.

Modlą się bardziej ze strachu niż z miłości.

Czytają Biblię bardziej z obowiązku niż z pragnienia.

Służą bardziej po to, aby zasłużyć na akceptację, niż dlatego, że już ją otrzymali.

To bardzo męczący sposób życia.

Jezus zaprasza do czegoś zupełnie innego.

Nie do religii opartej na nieustannym udowadnianiu swojej wartości.

Ale do relacji.

Relacji, w której Ojciec nie kocha mniej w dniu twojej porażki i nie kocha bardziej w dniu twojego sukcesu.

Jego miłość nie zmienia się razem z twoim nastrojem.

Nie zależy od liczby przeczytanych rozdziałów Biblii.

Nie wzrasta po dłuższej modlitwie.

Nie maleje po kolejnym upadku.

Jej źródłem nie jesteś ty.

Jej źródłem jest On.

I to jest najlepsza wiadomość, jaką przynosi Ewangelia.

Co zmienia odkrycie Bożej miłości?

Być może czytasz ten artykuł i myślisz:

„To brzmi pięknie. Ale jak uwierzyć w coś, z czym zmagam się od lat?”

To bardzo dobre pytanie.

Bo prawda jest taka, że człowiek nie zmienia się tylko dlatego, że przeczytał kilka budujących zdań.

Głębokie przekonania nie znikają w jeden wieczór.

Jeżeli przez dwadzieścia, trzydzieści albo pięćdziesiąt lat wierzyłeś, że miłość trzeba sobie wypracować, nie przestaniesz tak myśleć po przeczytaniu jednego artykułu.

Ale możesz zrobić pierwszy krok.

Każda zmiana zaczyna się od zakwestionowania tego, co do tej pory wydawało się oczywiste.

Może więc warto zadać sobie inne pytanie.

Nie:

„Czy Bóg mnie kocha?”

Ale:

„Skąd wiem, że mnie nie kocha?”

Czy naprawdę mówi o tym Biblia?

Czy może mówi o tym moje doświadczenie?

Czy nauczył mnie tego Jezus?

Czy raczej nauczyły mnie tego zranienia, rozczarowania i porażki?

To ważne rozróżnienie.

Bo bardzo często nie walczymy z tym, co powiedział Bóg.

Walczymy z historią, którą sami napisaliśmy na Jego temat.

Kiedy zaczynamy wierzyć bardziej własnym emocjom niż Bogu

Emocje są darem.

Pozwalają przeżywać radość, wzruszenie, wdzięczność i bliskość.

Ale nie są dobrym kompasem do odkrywania prawdy.

Są dni, kiedy czujesz się blisko Boga.

Modlitwa przychodzi łatwo.

Biblia porusza serce.

Masz pokój.

Są jednak również dni, kiedy wszystko wydaje się puste.

Czy to oznacza, że Bóg odszedł?

Nie.

Oznacza jedynie, że jesteś człowiekiem.

Biblia nigdzie nie obiecuje, że każdego dnia będziemy odczuwać obecność Boga w taki sam sposób.

Obiecuje natomiast coś znacznie pewniejszego.

„Nie porzucę cię ani cię nie opuszczę.”

Hebrajczyków 13:5

Zwróć uwagę.

To obietnica oparta na Bożej wierności.

Nie na naszych uczuciach.

Gdyby relacja z Bogiem zależała od emocji, każdego tygodnia musielibyśmy budować ją od nowa.

Na szczęście opiera się na Tym, który się nie zmienia.

Największe kłamstwo, w które wierzy wielu chrześcijan

Jest zdanie, którego Biblia nigdzie nie wypowiada.

A mimo to wielu ludzi żyje tak, jakby było zapisane na każdej stronie.

Brzmi ono mniej więcej tak:

„Bóg kocha cię wtedy, gdy dobrze sobie radzisz.”

To subtelne kłamstwo.

Nie mówi wprost, że Bóg przestał kochać.

Mówi tylko, że dziś jest z ciebie trochę bardziej zadowolony niż wczoraj.

Albo trochę mniej.

W efekcie całe życie duchowe zamienia się w nieustanną ocenę samego siebie.

Dzisiaj przeczytałem Biblię.

Plus jeden.

Dzisiaj znowu straciłem cierpliwość.

Minus jeden.

Dzisiaj się modliłem.

Plus jeden.

Dzisiaj upadłem.

Minus dwa.

Czy naprawdę tak wygląda Ewangelia?

Nie.

To bardziej przypomina system punktowy niż relację.

Jezus nie przyszedł po to, abyśmy codziennie liczyli swoje sukcesy i porażki.

Przyszedł, aby pojednać nas z Ojcem.

To właśnie dlatego apostoł Paweł tak często mówi o łasce.

Łaska oznacza, że fundament relacji z Bogiem nie opiera się na naszej zmiennej kondycji.

Opiera się na niezmiennej miłości Boga.

Jak patrzy na ciebie Jezus?

Spróbuj przypomnieć sobie ludzi, z którymi Jezus spotykał się podczas swojej ziemskiej służby.

Chromi.

Niewidomi.

Celnicy.

Grzesznicy.

Ludzie odrzuceni.

Kobiety, których inni unikali.

Ci, których religijni przywódcy uważali za straconych.

Zwróć uwagę na coś niezwykłego.

Jezus nigdy nie bagatelizował grzechu.

Ale jeszcze nigdy nie spotkał człowieka, którego grzech byłby większy od Jego miłości.

To zmienia sposób czytania całej Ewangelii.

Kiedy patrzymy na Jezusa, nie widzimy Boga szukającego pretekstu do odrzucenia człowieka.

Widzimy Boga szukającego drogi do jego serca.

To dlatego Jezus rozmawia z Samarytanką.

To dlatego przebacza kobiecie pochwyconej na cudzołóstwie.

To dlatego zatrzymuje się pod drzewem, aby zawołać Zacheusza po imieniu.

Nie dlatego, że ci ludzie byli idealni.

Ale dlatego, że byli zagubieni.

I właśnie do takich ludzi przyszedł.

Jeżeli kiedykolwiek miałeś wrażenie, że nie jesteś wart Bożej uwagi, spójrz na Ewangelię.

Tam nie znajdziesz ani jednej historii, w której Jezus odrzuca człowieka dlatego, że przyszedł do Niego zbyt późno lub zbyt brudny duchowo.

Znajdziesz natomiast dziesiątki historii ludzi, których życie zmieniło się dlatego, że uwierzyli, iż zostali przyjęci.

To właśnie od tego zaczyna się prawdziwa przemiana.

Nie od strachu.

Nie od poczucia winy.

Ale od spotkania z miłością, która mówi:

„Znam cię całkowicie. I mimo to zapraszam cię, abyś był blisko Mnie.”

Jak zacząć wierzyć, że Bóg naprawdę cię kocha?

Być może po przeczytaniu tego artykułu nadal nie czujesz się przekonany.

To zrozumiałe.

Wiara nie polega na tym, że nagle znikają wszystkie pytania.

Często przypomina raczej drogę niż jednorazowe olśnienie.

Nie musisz dziś udawać, że wszystko rozumiesz.

Nie musisz zmuszać się do emocji, których nie odczuwasz.

Bóg nie oczekuje od ciebie doskonałej pewności.

Zaprasza cię do zaufania.

To dwie różne rzeczy.

Zaufanie często rodzi się wtedy, gdy robimy mały krok, mimo że nie widzimy całej drogi.

Tak właśnie wyglądało życie wielu ludzi opisanych w Biblii.

Abraham nie wiedział, dokąd idzie.

Mojżesz nie czuł się odpowiednią osobą.

Gedeon uważał się za najsłabszego.

Jeremiasz twierdził, że jest zbyt młody.

Piotr był impulsywny.

Tomasz miał wątpliwości.

Marta martwiła się bardziej, niż ufała.

A jednak Bóg nie wybrał ich dlatego, że byli niezwykli.

Wybrał ich, ponieważ był wierny swoim obietnicom.

Może właśnie tego najbardziej potrzebujemy się nauczyć.

Przestać patrzeć przede wszystkim na swoją wiarę.

Zacząć patrzeć na Boga.

Bo ostatecznie nie siła naszej wiary daje bezpieczeństwo.

Bezpieczeństwo daje Ten, któremu ufamy.

Przestań zadawać sobie niewłaściwe pytanie

Od lat wielu ludzi zadaje sobie pytanie:

„Czy jestem wystarczająco dobry dla Boga?”

To pytanie wydaje się rozsądne.

Ale prowadzi donikąd.

Bo odpowiedź zawsze będzie taka sama.

Nie.

Nikt z nas nie jest.

I właśnie dlatego potrzebujemy łaski.

Może więc warto zamienić to pytanie na inne.

Nie:

„Czy jestem wystarczająco dobry?”

Ale:

„Czy Jezus zrobił wystarczająco dużo?”

To pytanie prowadzi nas prosto do krzyża.

Tam nie widzimy Boga, który odwraca się od człowieka.

Widzimy Boga, który przychodzi do człowieka.

Nie dlatego, że człowiek zasłużył.

Ale dlatego, że człowiek nie potrafił sam wrócić.

To jest serce Ewangelii.

Nie historia o ludziach wspinających się do Boga.

Historia Boga schodzącego do ludzi.

Gdy trudno uwierzyć, wróć do Jezusa

Jeżeli kiedykolwiek znów pojawi się myśl:

„Bóg chyba już mnie nie kocha…”

nie zaczynaj od analizowania własnych uczuć.

Nie zaczynaj od oceniania ostatnich tygodni swojego życia.

Nie szukaj odpowiedzi w swoim nastroju.

Spójrz na Jezusa.

To właśnie dlatego czytamy Ewangelie.

Nie tylko po to, aby poznać wydarzenia sprzed dwóch tysięcy lat.

Ale po to, aby zobaczyć, jaki naprawdę jest Bóg.

Każda rozmowa Jezusa.

Każdy cud.

Każde przebaczenie.

Każde współczujące spojrzenie.

Każda historia o zagubionych ludziach.

To wszystko jest odpowiedzią na pytanie:

„Jaki jest Bóg?”

A skoro Jezus powiedział:

„Kto Mnie zobaczył, zobaczył także Ojca.”

to patrząc na Niego, uczymy się ufać również Ojcu.

Nie znajdziesz w Ewangeliach Jezusa, który odrzuca człowieka dlatego, że ten przyszedł zbyt późno.

Nie znajdziesz Jezusa, który mówi:

„Najpierw się napraw, a potem wróć.”

Znajdziesz natomiast Jezusa, który mówi:

„Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy jesteście spracowani i obciążeni, a Ja wam dam odpocznienie.”

To zaproszenie nie ma daty ważności.

Nie jest skierowane tylko do ludzi silnych.

Ani do tych, którzy wszystko poukładali.

Jest skierowane do każdego, kto jest zmęczony dźwiganiem ciężaru, którego nigdy nie miał dźwigać sam.

Zakończenie

Jeżeli miałbyś zapamiętać z tego artykułu tylko jedno zdanie, niech będzie nim to:

Największą przeszkodą w uwierzeniu w Bożą miłość bardzo często nie jest Bóg. Jest nią obraz Boga, który nosimy w swoim sercu.

Dlatego warto pozwolić, by ten obraz kształtował Jezus, a nie nasze lęki.

Twoja przeszłość nie definiuje tego, jak Bóg na ciebie patrzy.

Twoje porażki nie są ostatnim rozdziałem twojej historii.

Twoje pytania nie sprawiają, że Bóg odwraca się od ciebie.

On zna cię lepiej niż ktokolwiek.

Wie o tobie więcej, niż ty sam chciałbyś powiedzieć.

A jednak nie przestaje zapraszać cię do relacji.

Może właśnie dziś warto przestać próbować zasłużyć na miłość, której nie można kupić.

I po prostu ją przyjąć.

Bo taka jest dobra nowina.

Nie zaczyna się od tego, co ty zrobiłeś dla Boga.

Zaczyna się od tego, co Bóg zrobił dla ciebie.

Przeczytaj również

Chcesz pójść krok dalej?

Jeżeli temat Bożej miłości, łaski i przebaczenia jest ci bliski, warto sięgnąć po książkę „Bóg się na ciebie nie gniewa”. Rozwija ona wiele zagadnień poruszonych w tym artykule i pomaga spojrzeć na Boga przez pryzmat Ewangelii, a nie przez pryzmat lęku czy poczucia winy.

Często zadawane pytania

Czy Bóg naprawdę kocha każdego człowieka?

Tak. Biblia wielokrotnie pokazuje, że Boża miłość jest skierowana do całego świata. Jezus przyszedł, aby ratować grzeszników, a nie ludzi, którzy uważali się za doskonałych.

Dlaczego tak trudno uwierzyć, że Bóg mnie kocha?

Najczęściej wpływają na to nasze doświadczenia, poczucie winy, zranienia i błędny obraz Boga. Patrzymy na Niego przez pryzmat własnych przeżyć, zamiast przez życie i nauczanie Jezusa.

Czy moje grzechy mogą sprawić, że Bóg przestanie mnie kochać?

Grzech niszczy relację z Bogiem i wymaga nawrócenia, ale Boża miłość nie jest oparta na zmiennych uczynkach człowieka. To właśnie dlatego Jezus przyszedł, aby pojednać człowieka z Ojcem.

Jak mogę lepiej poznać Bożą miłość?

Najlepszą drogą jest regularne czytanie Ewangelii i poznawanie osoby Jezusa Chrystusa. To On najpełniej objawia charakter Boga i pokazuje, jak Ojciec patrzy na każdego człowieka.