Spokojne jezioro o zachodzie słońca i osoba siedząca nad wodą, symbolizujące refleksję, zaufanie i relację z Bogiem.
Czasem nie uciekamy dlatego, że nie potrzebujemy Boga, ale dlatego, że boimy się zbliżyć.

Możesz tęsknić za Bogiem, a jednocześnie Go unikać.

Możesz chcieć się modlić, ale odkładać modlitwę na później.

Możesz wiedzieć, że powinieneś z Nim porozmawiać, a mimo to wybierać wszystko inne.

Możesz nawet bardzo potrzebować Jego bliskości i jednocześnie mieć ochotę się schować.

To dziwne uczucie. Bo jeśli naprawdę wierzymy, że Bóg nas kocha, dlaczego mielibyśmy przed Nim uciekać?

A jednak wielu ludzi właśnie tak przeżywa swoją relację z Bogiem.

Po błędzie – odsuwają się.

Po porażce – przestają się modlić.

Kiedy czują wstyd – unikają kościoła, Biblii i rozmowy z Bogiem.

Kiedy życie zaczyna się komplikować – zamiast zwrócić się do Niego, próbują wszystko samodzielnie uporządkować.

Nie zawsze dlatego, że przestali wierzyć.

Czasami dlatego, że boją się tego, co zobaczą w Bożych oczach.

Kiedy człowiek się boi, naturalnym odruchem jest ucieczka

Jedna z pierwszych historii opisanych w Biblii pokazuje coś niezwykle ludzkiego.

Adam i Ewa zgrzeszyli. A kiedy usłyszeli Boga przechadzającego się po ogrodzie, ukryli się.

Bóg nie zniknął.

To oni się schowali.

W Księdze Rodzaju czytamy:

„Usłyszeli szelest Pana Boga przechadzającego się po ogrodzie w porze powiewu dziennego i ukrył się Adam z żoną swoją przed Panem Bogiem wśród drzew ogrodu”.

To bardzo wymowna scena.

Człowiek, który wcześniej był blisko Boga, nagle zaczął się przed Nim ukrywać.

Dlaczego?

Bo coś się zmieniło w jego wnętrzu.

Pojawił się wstyd.

Pojawił się lęk.

Pojawiło się przekonanie, że lepiej się schować, niż stanąć twarzą w twarz z Tym, który wszystko widzi.

I być może właśnie to powtarza się w naszym życiu.

Nie uciekamy przed Bogiem dlatego, że Go nie potrzebujemy.

Uciekamy, ponieważ boimy się spotkania z Nim w miejscu, w którym najbardziej wstydzimy się siebie.

Wstyd mówi: „Schowaj się, zanim Bóg cię zobaczy”

Wstyd różni się od zwykłego poczucia winy.

Poczucie winy może powiedzieć:

„Zrobiłem coś złego”.

Wstyd mówi:

„To ze mną jest coś nie tak”.

To ogromna różnica.

Jeśli myślisz, że zrobiłeś coś złego, możesz przyznać się do błędu i szukać rozwiązania.

Jeśli jednak zaczynasz wierzyć, że sam jesteś błędem, wtedy przestajesz chcieć być widziany.

Także przez Boga.

Wtedy w głowie pojawiają się myśli:

„Najpierw muszę się pozbierać”.

„Nie mogę teraz przyjść do Boga”.

„Nie mam prawa się modlić po tym, co zrobiłem”.

„Bóg na pewno jest mną rozczarowany”.

„Lepiej przeczekać, aż znowu będę w porządku”.

Ale właśnie wtedy najbardziej potrzebujesz przestać uciekać.

Bo Bóg nie potrzebuje, żebyś najpierw ukrył swoje problemy, a dopiero później przyszedł do Niego.

On już je zna.

Bóg widzi to, przed czym próbujesz się schować

Możemy próbować ukryć wiele rzeczy przed ludźmi.

Możemy założyć uśmiech.

Możemy powiedzieć, że wszystko jest dobrze.

Możemy nauczyć się odpowiednich słów.

Możemy stworzyć obraz człowieka, który ma życie pod kontrolą.

Przed Bogiem nie musimy tego robić.

I właśnie to może być jednocześnie przerażające i uwalniające.

On widzi twoją historię.

Widzi, kiedy jesteś silny.

Widzi, kiedy jesteś słaby.

Widzi twoje dobre decyzje.

Widzi również te, których żałujesz.

Wie, czego się boisz.

Wie, czego nie potrafisz jeszcze powiedzieć na głos.

Wie, z czym walczysz.

A mimo to zaprasza cię do relacji.

Psalmista napisał:

„Panie, przenikasz mnie i znasz. Ty wiesz, kiedy siedzę i kiedy wstaję, rozumiesz myśl moją z daleka”.

To nie jest opis Boga, przed którym można coś ukryć.

Ale jest to również opis Boga, przed którym nie trzeba już niczego udawać.

Czasami uciekamy, ponieważ Boga kojarzymy przede wszystkim z oceną

Jeśli obraz Boga w naszym umyśle wygląda przede wszystkim jak obraz surowego sędziego, trudno będzie nam spontanicznie zbliżać się do Niego.

Będziemy Go szukać wtedy, kiedy wszystko jest dobrze.

Ale kiedy pojawi się problem, pierwszą reakcją będzie dystans.

To trochę jak relacja z człowiekiem, którego bardzo chcemy zadowolić, ale którego reakcji jednocześnie się boimy.

Ciągle zastanawiamy się:

„Czy jest ze mnie zadowolony?”

„Czy znowu coś zrobiłem źle?”

„Czy teraz się ode mnie odsunie?”

Wtedy relacja z Bogiem przestaje być miejscem odpoczynku.

Staje się kolejnym miejscem, w którym trzeba zdać egzamin.

A przecież właśnie taki sposób myślenia może być jednym z powodów, dla których tak trudno nam przyjąć Bożą łaskę.

Łaska mówi:

Nie musisz najpierw stać się doskonały, żeby móc przyjść do Boga.

Możesz przyjść właśnie dlatego, że potrzebujesz pomocy.

„Naprawię się sam” – jedna z najczęstszych form ucieczki

Nie każda ucieczka przed Bogiem wygląda jak całkowite odrzucenie wiary.

Czasami wygląda bardzo niewinnie.

Po prostu próbujemy wszystko zrobić sami.

Masz problem?

Rozwiążesz go.

Zawiodłeś?

Sam to naprawisz.

Czujesz lęk?

Jakoś sobie poradzisz.

Podjąłeś złą decyzję?

Najpierw uporządkujesz konsekwencje, a dopiero potem wrócisz do Boga.

Problem w tym, że człowiek może spędzić całe życie, próbując najpierw naprawić siebie, a dopiero potem pozwolić Bogu się zbliżyć.

Tylko że wtedy relacja z Bogiem zawsze będzie odłożona na później.

Bo zawsze znajdzie się coś do naprawienia.

Zawsze będzie kolejny problem.

Kolejny błąd.

Kolejna słabość.

Kolejna rzecz, której jeszcze nie potrafisz zmienić.

Dlatego czasami największym aktem zaufania jest powiedzenie:

„Boże, nie potrafię tego sam.”

Nie jest to oznaka porażki.

To może być początek prawdziwej relacji.

Możemy uciekać również wtedy, gdy boimy się utraty kontroli

Niektórzy ludzie nie boją się Boga dlatego, że spodziewają się kary.

Boją się, ponieważ wiedzą, że bliskość z Bogiem może coś w nich zmienić.

A zmiana oznacza utratę kontroli.

Chcesz sam decydować.

Sam planować.

Sam ustalać kierunek.

Sam oceniać, co jest dla ciebie dobre.

A potem pojawia się Bóg i zaprasza cię do zaufania.

To może być trudniejsze, niż się wydaje.

Bo zaufanie oznacza przyznanie:

„Nie wiem wszystkiego”.

„Nie mam kontroli nad wszystkim”.

„Potrzebuję prowadzenia”.

I właśnie dlatego relacja z Bogiem wymaga nie tylko wiary, ale również pokory.

Nie chodzi o to, żeby przestać myśleć.

Chodzi o uznanie, że nie musisz wszystkiego dźwigać sam.

Bóg nie zaprasza cię bliżej po to, żeby cię upokorzyć

To ważne, szczególnie jeśli nosisz w sobie dużo winy.

Możesz myśleć:

„Jeśli naprawdę przyjdę do Boga, przypomni mi wszystkie moje błędy”.

Ale spójrz na historię syna marnotrawnego.

Kiedy syn wraca do domu po odejściu od ojca, nie wraca jako człowiek, który ma wszystko uporządkowane.

Wraca zawstydzony.

Wraca z przygotowaną mową.

Wraca z poczuciem, że nie zasługuje już na miejsce syna.

A jednak ojciec wychodzi mu naprzeciw.

Nie czeka, aż syn perfekcyjnie wyjaśni swoją przeszłość.

Nie każe mu najpierw udowodnić, że się zmienił.

Przyjmuje go.

Ta przypowieść nie mówi, że błędy nie mają znaczenia.

Pokazuje coś innego:

nasz błąd nie musi być końcem relacji z Bogiem.

Może być miejscem powrotu.

Co zrobić, kiedy masz ochotę uciec od Boga?

Nie zawsze potrzebujesz wielkiego duchowego przełomu.

Czasami potrzebujesz zrobić jeden mały krok w przeciwnym kierunku.

Powiedz Bogu dokładnie to, co czujesz

Nie musisz zaczynać modlitwy od pięknych słów.

Możesz powiedzieć:

„Boże, wstydzę się”.

„Boję się, że jesteś na mnie zły”.

„Nie wiem, jak mam do Ciebie wrócić”.

„Nie rozumiem, dlaczego tak zrobiłem”.

„Nie czuję, że zasługuję na Twoją miłość”.

Taka modlitwa może być bardziej prawdziwa niż wiele wypowiedzianych z przyzwyczajenia słów.

Nie czekaj, aż poczujesz się godny

To pułapka.

Jeżeli będziesz czekać, aż poczujesz się wystarczająco dobry, możesz czekać bardzo długo.

Relacja z Bogiem nie zaczyna się od twojej doskonałości.

Zaczyna się od Jego łaski.

Dlatego możesz przyjść dzisiaj.

Nie jutro.

Nie wtedy, gdy uporządkujesz całe życie.

Dzisiaj.

Zastanów się, przed czym naprawdę uciekasz

Może nie uciekasz przed Bogiem.

Może uciekasz przed:

  • poczuciem winy,
  • wstydem,
  • lękiem przed oceną,
  • koniecznością zmiany,
  • utratą kontroli,
  • wspomnieniami z przeszłości,
  • obrazem Boga, który nosisz w sobie.

To bardzo ważne rozróżnienie.

Bo jeśli problemem jest fałszywy obraz Boga, rozwiązaniem nie będzie jeszcze większe staranie.

Potrzebujesz zacząć poznawać Boga takim, jaki naprawdę jest.

Możesz zbliżyć się do Boga właśnie z tym, co chciałeś przed Nim ukryć

To jedna z najpiękniejszych rzeczy w relacji z Bogiem.

Nie musisz najpierw uporządkować wszystkich pomieszczeń swojego życia, żeby zaprosić Go do środka.

Nie musisz schować bałaganu.

Nie musisz udawać, że go nie ma.

Nie musisz przedstawiać Mu tylko tej części siebie, z której jesteś dumny.

Możesz przyjść z lękiem.

Z pytaniami.

Z wątpliwościami.

Z poczuciem winy.

Z historią, której nie lubisz.

Z rzeczami, których nikomu jeszcze nie powiedziałeś.

Bo relacja z Bogiem nie polega na tym, że pokazujesz Mu swoją najlepszą wersję.

Polega na tym, że pozwalasz Mu spotkać prawdziwego ciebie.

I właśnie tam może zacząć się uzdrowienie.

Największą zmianą może być przestać postrzegać Boga jako kogoś, przed kim trzeba się chować

Być może przez lata nauczyłeś się uciekać.

Po błędzie – chowasz się.

Po porażce – odsuwasz się.

Po złej decyzji – przestajesz się modlić.

Kiedy czujesz wstyd – zamykasz się.

Ale możesz nauczyć się nowej reakcji.

Błąd – przychodzę do Boga.

Lęk – przychodzę do Boga.

Wstyd – przychodzę do Boga.

Nie wiem, co zrobić – przychodzę do Boga.

Nie dlatego, że wszystko jest w porządku.

Właśnie dlatego, że nie jest.

To może być zupełnie nowy sposób przeżywania wiary.

Nie ucieczka od Boga, kiedy najbardziej Go potrzebujesz, ale zwracanie się do Niego właśnie wtedy.

Jeśli trudno ci się zbliżyć do Boga

Zatrzymaj się dziś na chwilę i zadaj sobie trzy pytania:

Czego właściwie boję się, kiedy myślę o Bogu?

Skąd wziął się obraz Boga, który noszę w sobie?

Czy traktuję Boga tak, jakby czekał na mój błąd, czy jak Ojca, który zaprasza mnie do siebie?

Nie musisz od razu znać wszystkich odpowiedzi.

Wystarczy, że zaczniesz je uczciwie zadawać.

Bo czasami droga do Boga nie zaczyna się od tego, że robimy więcej.

Zaczyna się od tego, że przestajemy się przed Nim chować.

Bóg nie jest tym, przed kim musisz uciekać

Jeśli wierzysz, że Bóg cię kocha, ale nadal masz odruch, żeby się przed Nim schować, nie jesteś wyjątkiem.

Wstyd, lęk, poczucie winy i fałszywy obraz Boga potrafią bardzo skutecznie budować dystans.

Ale ten dystans nie musi pozostać.

Możesz zacząć od prostego kroku.

Nie od perfekcyjnej modlitwy.

Nie od wielkich postanowień.

Nie od obietnicy, że już nigdy nie popełnisz błędu.

Po prostu od powrotu.

„Boże, jestem tutaj.”

To może wystarczyć na początek.

Bo być może Bóg nie czeka na ciebie po drugiej stronie drogi.

Być może przez cały czas był bliżej, niż myślałeś.

A drzwi, które próbowałeś zamknąć przed Nim, nigdy nie były zamknięte.

Warto przeczytać dalej

Jeśli ten temat jest ci bliski, warto też przeczytać:

„Czy Bóg się na ciebie gniewa?” – o tym, czy lęk przed Bożym gniewem rzeczywiście ma podstawy.

„Czy naprawdę musisz zasłużyć na Bożą miłość?” – o przekonaniu, że najpierw trzeba stać się wystarczająco dobrym, aby zasługiwać na Bożą bliskość.

„Jedno przekonanie, które niszczy twoją relację z Bogiem” – o tym, jak jeden fałszywy obraz Boga może wpływać na całą relację z Nim.

„Jak naprawdę patrzy na ciebie Bóg?” – o tym, jak spojrzeć na siebie z perspektywy Bożej miłości i łaski.

Książka „Bóg się na ciebie nie gniewa”

Jeżeli odkrywasz, że największą przeszkodą w twojej relacji z Bogiem nie jest brak wiary, ale strach przed tym, jaki On jest, warto pójść z tym tematem krok dalej.

Książka Joyce Meyer „Bóg się na ciebie nie gniewa” dotyka właśnie tego obszaru – pomaga przyjrzeć się temu, jak postrzegamy Boga, Jego miłość, łaskę i własną relację z Nim.

Nie chodzi o to, żeby nauczyć się kolejnych religijnych odpowiedzi.

Chodzi o coś bardziej osobistego:

czy naprawdę wierzysz, że możesz zbliżyć się do Boga bez strachu?

Jeśli nie, być może właśnie od tego pytania warto zacząć.